Ogródek:
- Chcesz mi wmówić, że owady i inne małe zwierzaki umieją myśleć, a nawet chcą, żebyś je zjadał? - zapytał prowokacyjnie Kot Jeża.
- Ej ej, nie upraszczaj problemu aż do tego stopnia, ale w pewnym sensie właśnie tak uważam - odpowiedział również nieco prowokacyjnie Jeż.
- Jasne, to niech cię zje Nosorożec i życzę ci smacznego - pojechał po bandzie Kot.
- Chyba nie rozumiesz albo nie chcesz zrozumieć - odpowiedział Jeż.
- Ok, to ócz mnie miszczu - powiedział Kot, specjalnie z błędami ortofonicznymi, bo uczniem był w miarę zdolnym.
- Przede wszystkim kwestia kultury, obyczajów i jeszcze wielu innych czynników, heh - westchnął Jeż widząc, że łatwo z Kotem nie będzie. - W dużym uproszczeniu mogę powiedzieć, że owady mają swój cykl życiowy. Trzeba go dobrze poznać, żeby zrozumieć ich potrzeby za życia. A po zakończeniu cyklu życiowego wracają do natury w czym mam swój udział - zaczął wyjaśniać Jeż.
- Czyli je zjadasz - prowokował Kot dalej.
- Mhm, ale w odpowiednim miejscu i czasie i w taki sposób, żeby nie czuły bólu. Przynajmniej póki co, docelowo chciałbym, żeby były szczęśliwe za życia i żebym umiał to stwierdzać.
- No ale to tylko owady, bez przesady, żeby się tym przejmować - ciągnął Kot.
- Nie znam ciekawszego świata niż ten w naszym ogródku, rozbudowana społeczność mrówek, inżynieria pajęczyn, lotnictwo much i komarów to tylko najbardziej zauważalne z jego elementów.
- W ogóle mnie to nie kręci - znów wyraził zniechęcenie Kot.
- Hmmm, poświęć kilka dni na rozkminę tematu ziom, to może zakumasz stuff i wyciągniesz jakieś wnioski dla siebie - powiedział Jeż i złapał się za głowę w jakim języku musi rozmawiać.
- No dobra, zaczynasz mówić z sensem - opowiedział Kot i jakiś czas rozmawiali ze sobą w tym stylu.
Biblioteka:
- No dobra, to skoro jesteś taka mądra, to o czym teraz myślę? - zapytała różowa Czarną, która właśnie przeczytała serię artykułów o tematyce psychologicznej "Futro Futrzaka".
- Teraz myślisz o czymś trudnym, prawie nie rozwiązywalnym jak na obecne czasy.
- Hmmm, a niby skąd wiesz?
- Ogon prawie zawiązał ci się w supeł.
- Cóż, znów rozkminiam temat zjadania się zwierzaków nawzajem - zrobiła zniesmaczoną minę Różowa.
- Za trudny jak dla mnie, raczej ci nie pomogę.
- Ech, no tak, standard, niewygodny temat to najlepiej zwalić na kogoś innego - powiedziała z ironią, wyrzutem i lekką prowokacją Różowa.
- Po prostu w to nie wierzę, za dużo konfliktów interesów, nierównowagi sił i możliwości, nierównomierny rozwój gospodarczy, ideologie wyższości wyssane z palca itp.
- Za dużo black/doom/death metalu się nasłuchałaś chyba, heh. Można podgryźć temat od innej strony. Nasz jeż je owady, ale oprócz tego je hoduje, nic im nie brakuje, rozwijają się optymalnie, je je dopiero jak się zestarzeją albo zachorują i dba o to, żeby nie odczuwały bólu i innych negatywnych emocji. Można by nawet powiedzieć, że wytworzyły jakąś społeczność żyjącą według pewnych zasad i równie dobrze mogłyby sobie radzić bez Jeża, nie widzisz tego? I analogii do problemu kurczaków też nie zauważasz? - rozkręciła się Różowa.
- No i co z tego, chcesz we mnie wzbudzić poczucie winy? że mam to gdzieś? że wolę poczytać jakieś głupie czasopisma? - zrobiła wyrzut Czarna i od razu zorientowała się, że przesadziła a ogon zwinął jej się w kształt oznaczający zmieszanie.
- Hmmm, chyba rzeczywiście za bardzo chcę i naciskam, przepraszam - spuściła ogon Różowa.
- Spoko, ja też bym chciała, żeby świat był lepszy, ale póki co jest jak jest, heh - też spuściła ogon Czarna, ale tylko do średniego poziomu. - Cóż, fakt, że jesteśmy zwierzakami i rozmawiamy ze sobą już jest sporym osiągnięciem - dodała.
- No, i to po polsku, to dopiero emewenent.
- Raczej enemewent.
- No raczej - lekko podniosła ogon różowa i już dalej rozmawiały ze sobą jak zwykle.
Salon:
- Musisz tak ostentacyjnie ziewać i się nudzić? - zwrócił się Husky do Wilka.
- Skończyła się runda jesienna w gospodarce, to odpoczywam, a co? - odburknął Wilk.
- A to, że pracuję nad algorytmami do analizy prognozy pogody w skali godzin, dni, tygodni, miesięcy i lat w celu optymalizacji działań gospodarczych względem warunków naturalnych i możliwości psycho-fizycznych przeciętnego zwierzaka na rundę wiosenną i następne lata - wyjaśnił Husky.
- No i co z tego? - zapytał zaczepnie Wilk.
- No i to wymaga skupienia i wzmożonego wysiłku intelektualnego, a nie pomagasz mi w tym - odpowiedział stanowczo Husky.
- Nie masz szans, z pogodą jak z kobietą, nigdy nie przewidzisz nastroju i emocji, a gospodarka działa tak, że silniejszy może więcej i nie ma w tym żadnej filozofii - argumentował Wilk.
- Może i tak, ale poczucie bycia fair również względem słabszych zwiększa sens i poczucie zadowolenia z tego co się robi jakbyś nie zauważył, a poza tym bez wsparcia inteligencji mógłbyś cały czas bez sensu przenosić ciężkie przedmioty z jednego miejsca w drugie, ale nic byś nie zbudował - wymądrzył się Husky.
- Może i masz rację, ale dzisiaj po prostu wybitnie mi się nic nie chce - odparł Wilk.
- No dobra, to może w nocy albo nad ranem zajmę się za ciebie ostrzeniem łyżew na rundę zimową, bo jakoś od świtu do późnego wieczora jestem zajęty - kontynuował Husky.
- Heh, no dobra już dobra, jedną parę może dzisiaj wieczorem zacznę - zmiękł nieco Wilk, który wiedział, że Husky ma rację, ale nie mógł sobie odmówić odrobiny droczenia się.
- To fajnie, dołączę do ciebie jak będę potrzebował przerwy w myśleniu - odpowiedział Husky jeszcze z nutką ironii, ale już z lekkim uśmiechem.
- Hehe, spoko, tak w ogóle to obmyśliłem już częściowo taktykę na mecze z ekipą z sawanny - powiedział Wilk.
- Obmyśliłeś? Niemożliwe - powiedział Husky i dalej rozmawiali już ze sobą jak zwykle.
- Chcesz mi wmówić, że owady i inne małe zwierzaki umieją myśleć, a nawet chcą, żebyś je zjadał? - zapytał prowokacyjnie Kot Jeża.
- Ej ej, nie upraszczaj problemu aż do tego stopnia, ale w pewnym sensie właśnie tak uważam - odpowiedział również nieco prowokacyjnie Jeż.
- Jasne, to niech cię zje Nosorożec i życzę ci smacznego - pojechał po bandzie Kot.
- Chyba nie rozumiesz albo nie chcesz zrozumieć - odpowiedział Jeż.
- Ok, to ócz mnie miszczu - powiedział Kot, specjalnie z błędami ortofonicznymi, bo uczniem był w miarę zdolnym.
- Przede wszystkim kwestia kultury, obyczajów i jeszcze wielu innych czynników, heh - westchnął Jeż widząc, że łatwo z Kotem nie będzie. - W dużym uproszczeniu mogę powiedzieć, że owady mają swój cykl życiowy. Trzeba go dobrze poznać, żeby zrozumieć ich potrzeby za życia. A po zakończeniu cyklu życiowego wracają do natury w czym mam swój udział - zaczął wyjaśniać Jeż.
- Czyli je zjadasz - prowokował Kot dalej.
- Mhm, ale w odpowiednim miejscu i czasie i w taki sposób, żeby nie czuły bólu. Przynajmniej póki co, docelowo chciałbym, żeby były szczęśliwe za życia i żebym umiał to stwierdzać.
- No ale to tylko owady, bez przesady, żeby się tym przejmować - ciągnął Kot.
- Nie znam ciekawszego świata niż ten w naszym ogródku, rozbudowana społeczność mrówek, inżynieria pajęczyn, lotnictwo much i komarów to tylko najbardziej zauważalne z jego elementów.
- W ogóle mnie to nie kręci - znów wyraził zniechęcenie Kot.
- Hmmm, poświęć kilka dni na rozkminę tematu ziom, to może zakumasz stuff i wyciągniesz jakieś wnioski dla siebie - powiedział Jeż i złapał się za głowę w jakim języku musi rozmawiać.
- No dobra, zaczynasz mówić z sensem - opowiedział Kot i jakiś czas rozmawiali ze sobą w tym stylu.
Biblioteka:
- No dobra, to skoro jesteś taka mądra, to o czym teraz myślę? - zapytała różowa Czarną, która właśnie przeczytała serię artykułów o tematyce psychologicznej "Futro Futrzaka".
- Teraz myślisz o czymś trudnym, prawie nie rozwiązywalnym jak na obecne czasy.
- Hmmm, a niby skąd wiesz?
- Ogon prawie zawiązał ci się w supeł.
- Cóż, znów rozkminiam temat zjadania się zwierzaków nawzajem - zrobiła zniesmaczoną minę Różowa.
- Za trudny jak dla mnie, raczej ci nie pomogę.
- Ech, no tak, standard, niewygodny temat to najlepiej zwalić na kogoś innego - powiedziała z ironią, wyrzutem i lekką prowokacją Różowa.
- Po prostu w to nie wierzę, za dużo konfliktów interesów, nierównowagi sił i możliwości, nierównomierny rozwój gospodarczy, ideologie wyższości wyssane z palca itp.
- Za dużo black/doom/death metalu się nasłuchałaś chyba, heh. Można podgryźć temat od innej strony. Nasz jeż je owady, ale oprócz tego je hoduje, nic im nie brakuje, rozwijają się optymalnie, je je dopiero jak się zestarzeją albo zachorują i dba o to, żeby nie odczuwały bólu i innych negatywnych emocji. Można by nawet powiedzieć, że wytworzyły jakąś społeczność żyjącą według pewnych zasad i równie dobrze mogłyby sobie radzić bez Jeża, nie widzisz tego? I analogii do problemu kurczaków też nie zauważasz? - rozkręciła się Różowa.
- No i co z tego, chcesz we mnie wzbudzić poczucie winy? że mam to gdzieś? że wolę poczytać jakieś głupie czasopisma? - zrobiła wyrzut Czarna i od razu zorientowała się, że przesadziła a ogon zwinął jej się w kształt oznaczający zmieszanie.
- Hmmm, chyba rzeczywiście za bardzo chcę i naciskam, przepraszam - spuściła ogon Różowa.
- Spoko, ja też bym chciała, żeby świat był lepszy, ale póki co jest jak jest, heh - też spuściła ogon Czarna, ale tylko do średniego poziomu. - Cóż, fakt, że jesteśmy zwierzakami i rozmawiamy ze sobą już jest sporym osiągnięciem - dodała.
- No, i to po polsku, to dopiero emewenent.
- Raczej enemewent.
- No raczej - lekko podniosła ogon różowa i już dalej rozmawiały ze sobą jak zwykle.
Salon:
- Musisz tak ostentacyjnie ziewać i się nudzić? - zwrócił się Husky do Wilka.
- Skończyła się runda jesienna w gospodarce, to odpoczywam, a co? - odburknął Wilk.
- A to, że pracuję nad algorytmami do analizy prognozy pogody w skali godzin, dni, tygodni, miesięcy i lat w celu optymalizacji działań gospodarczych względem warunków naturalnych i możliwości psycho-fizycznych przeciętnego zwierzaka na rundę wiosenną i następne lata - wyjaśnił Husky.
- No i co z tego? - zapytał zaczepnie Wilk.
- No i to wymaga skupienia i wzmożonego wysiłku intelektualnego, a nie pomagasz mi w tym - odpowiedział stanowczo Husky.
- Nie masz szans, z pogodą jak z kobietą, nigdy nie przewidzisz nastroju i emocji, a gospodarka działa tak, że silniejszy może więcej i nie ma w tym żadnej filozofii - argumentował Wilk.
- Może i tak, ale poczucie bycia fair również względem słabszych zwiększa sens i poczucie zadowolenia z tego co się robi jakbyś nie zauważył, a poza tym bez wsparcia inteligencji mógłbyś cały czas bez sensu przenosić ciężkie przedmioty z jednego miejsca w drugie, ale nic byś nie zbudował - wymądrzył się Husky.
- Może i masz rację, ale dzisiaj po prostu wybitnie mi się nic nie chce - odparł Wilk.
- No dobra, to może w nocy albo nad ranem zajmę się za ciebie ostrzeniem łyżew na rundę zimową, bo jakoś od świtu do późnego wieczora jestem zajęty - kontynuował Husky.
- Heh, no dobra już dobra, jedną parę może dzisiaj wieczorem zacznę - zmiękł nieco Wilk, który wiedział, że Husky ma rację, ale nie mógł sobie odmówić odrobiny droczenia się.
- To fajnie, dołączę do ciebie jak będę potrzebował przerwy w myśleniu - odpowiedział Husky jeszcze z nutką ironii, ale już z lekkim uśmiechem.
- Hehe, spoko, tak w ogóle to obmyśliłem już częściowo taktykę na mecze z ekipą z sawanny - powiedział Wilk.
- Obmyśliłeś? Niemożliwe - powiedział Husky i dalej rozmawiali już ze sobą jak zwykle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz